Historia burzliwego sąsiedztwa ONR i PPS

Publicystyka

Ulica Wolska w okresie międzywojennym u zbiegu z ul. Chłodną / Wikimedia Commons, Narodowe Archiwum Cyfrowe, licencja: domena publiczna

Artykuł nadesłany przez Piotra Ciszewskiego z Historii Czerwonej


29 maja 1934 roku na podwórku jednej z kamienic na warszawskiej Woli padły strzały. Ranne zostały cztery osoby, a później omal nie doszło do samosądu. Starcia przeniosły się też na ulice Warszawy, gdzie doszło do bijatyk i odbierania prasy jej kolporterom. Tak zakończyła się trwająca od kilku tygodni sąsiedzka „wojna” między wolskim oddziałem Polskiej partii Socjalistyczne a Obozem Narodowo Radykalnym.

Zaczęła się ona, gdy faszyzująca ONR założyła dzielnicowe biuro w oficynie kamienicy przy Wolskiej 44. ONR nawiązywał do tradycji włoskiego faszyzmu. Krytykował zbyt umiarkowaną, jego zdaniem politykę endecji i innych stronnictw parlamentarnej prawicy. Na początku lat 30. XX wieku, na fali radykalizacji nastrojów, zaczął się również odwoływać do niemieckiego nazizmu. Postulaty ONR łączyły antysemityzm i nacjonalizm z narodowym solidaryzmem, odrzucającym socjalizm oraz walkę klas. Narodowcy powołali również własną, umundurowaną bojówkę - „Jasne koszule” od piaskowego koloru mundurów. Nawiązywali w ten sposób zarówno do Czarnych Koszul Mussoliniego, jak i podobnych kolorystycznie mundurów Nazistowskiej SA.

W okresie II rzeczpospolitej polityka wiązała się z jawnym stosowaniem przemocy, zarówno przez władze, jak i partyjne milicje. Bójki uliczne były na porządku dziennym od momentu odzyskania niepodległości, jednak w latach 30. XX wieku w Warszawie ich liczba rosła.

Skrajna prawica oficjalnie deklarowała, że celem założenia nowego biura na warszawskiej Woli jest walka z wpływami „żydokomuny” wśród robotników. Ulica Wolska znajdowała się w centrum gęsto zaludnionej robotniczej dzielnicy. Mieszkali tam pracownicy największych warszawskich zakładów. Wpływy ONR-u wśród nich były jednak nikłe. Faszyści wywodzili się ze środowisk mieszczańskich, a także studenckich. W tle pojawił się więc również konflikt klasowy. Robotnicy nazywali ONR-owców „paniczykami” i „studenciakami”. W kamienicy przy Wolskiej 44 od lat mieściło się dzielnicowe biuro PPS mającej duże wpływy wśród okolicznej ludności. Odbywały się tam również spotkania klasowych związków zawodowych. Członkowie partii uznali pojawienie się nowych sąsiadów za prowokację.

W dniu uroczystego otwarcia siedziby wolskiego ONR odbywała się uroczystość. Przybyli na nią członkowie organizacji z całej Warszawy. Spokój nie trwał jednak długo. Wkrótce po rozpoczęciu spotkanie przerwała duża grupa okolicznych robotników, wśród nich członków milicji partyjnej PPS, a prawdopodobnie również żydowskich socjalistów z Bundu. Rozbili oni zgromadzenie ONR, jego uczestników poturbowali i rozgonili. W biurze ONR wybito szyby, a na ścianie jeden z robotników napisał „Na Woli faszyzm nie przejdzie”. W kolejnych tygodniach wielokrotnie na podwórzu kamienicy przy Wolskiej 44 dochodziło do przepychanek i bijatyk.

Główna bitwa między biurami odbyła się kilka tygodni później – 29 maja 1934 roku. Tego dnia ONR zaplanował spotkanie aktywu, w tym umundurowanej bojówki. Socjaliści dowiedzieli się o tym od robotników, wśród których skrajna prawica prowadziła wcześniej agitację. Obawiano się, że bojówki ONR-u spróbują zaatakować biuro PPS, lub zorganizować burdę, która doprowadzi do jego zamknięcia przez władze. Dlatego 29 maja na podwórzu kamienicy przy Wolskiej 44 zjawiła się grupa kilkudziesięciu milicjantów PPS, a także grupy lokalnych robotników i związkowców. Wsparcia udzieliła im również milicja Bundu. Pojawiły się sprzeczne relacje opisujące następnych wydarzeń.

Według PPS-owskiego „Robotnika” faszyści mieli najpierw rzucić stołkiem w okno biura socjalistów, a gdy jeden z lokalnych działaczy wyszedł na podwórko, zaczęli strzelać raniąc go, a później jeszcze kilku innych. Słysząc strzały, do akcji wkroczyła zorganizowana grupa robotników z zamiarem zdobycia biura ONR-u. Wówczas to umundurowane „jasne koszule” zaczęły uciekać.

Prawicowa gazeta ABC twierdziła później, że to bojówki PPS oraz żydowskich socjalistów z Bundu zebrały się uzbrojone w noże, łomy i rewolwery, aby napaść na biuro ONR. Nie wspomina jednak o strzałach i przyznaje, że to po stronie socjalistów było łącznie sześciu rannych. „Robotnik” donosił 31 maja 1934 roku, że „Robotnicy polscy umieją… odpowiedzieć”.

Nie jest jasna dokładna liczba rannych. Pojawiają się doniesienia o czterech, sześciu, lub według „Robotnika” siedmiu, z zastrzeżeniem, że chodzi jedynie o ranionych strzałami z broni palnej.

Socjalistyczna milicja dała skuteczny odpór ONR-owcom w walce na pięści i pałki. Wielu narodowców zostało poturbowanych. Na miejsce, ze względu na skalę zajścia, bardzo szybko przybyła policja. Pomimo iż „jasne koszule” powitały ją okrzykami „niech żyje policja narodowa!” większość bojówkarzy została od razu zatrzymana. W biurze zajmowanym przez faszystów funkcjonariusze znaleźli około 50 łusek od naboi, co świadczyło, że padło bardzo wiele strzałów. Policja długo nie mogła wywieźć przetrzymywanych na podwórzu zatrzymanych ONR-owców, ponieważ przed budynkiem, na ulicy Wolskiej gromadziło się coraz więcej robotników. Funkcjonariusze obawiali się, że może dojść do samosądu.

Wieczorem tłum robotników udał się na Nowy Świat w centrum miasta, gdzie pod numerem 47 mieściła się redakcja nacjonalistycznej „Sztafety. Pisma Narodowo-Radykalnego”. Wybitych zostało kilka szyb, a pracownicy redakcji musieli uciekać z budynku, który został później zamknięty przez policję. W relacji „Robotnika” twierdzono, ze z okien redakcji padły strzały. Następne starcie miało miejsce nieopodal, na rogu Nowego Światu i ulicy Wareckiej. Tam robotnicy rozpoznali kilku ONR-owców. Nie było to trudne, ponieważ narodowcy i faszyści nosili jako znak rozpoznawczy w klapach znaczki z tak zwanym mieczykiem chrobrego. Te znaczki zbierali socjalistyczni milicjanci oraz członkowie partii lewicowych podczas wypraw na miasto. ONR-owcy zostali pobici, a mieczyki Chrobrego, odcięte wraz z klapami marynarek stały się trofeum antyfaszystów. Jeden z pobitych faszystów w stanie ciężkim trafił do szpitala. W różnych punktach miasta atakowani byli gazeciarze sprzedający „Sztafetę”. Robotnicy odbierali im zapasy gazet, które później niszczyli.

„Robotnik” oskarżył ONR o to, że w celu zorganizowania burd wynajął drobnych przestępców, mieszkańców tak zwanego „Cyrku” przy ulicy Dzikiej, czyli owianego złą sławą domu dla bezdomnych. Tym ludziom z marginesu faszyści mieli obiecać wypłacenie dniówek w wysokości 5 zł, co było jak na owe czasy kwotą znaczną.

30 maja na łamach „Sztafety” nacjonaliści skarżyli się, że zostali napadnięci przez socjalistów

Chwalili się również udaną rzekomo obroną redakcji „Tylko natychmiastowa interwencja kierownictwa [redakcji] zapobiegła krwawej masakrze napastników” twierdzili w artykule kilka akapitów po tym, gdy oskarżali bojówkarzy PPS o strzelanie z rewolwerów oraz napad na bezbronnych. ONR w swojej propagandzie oskarżył socjalistów, iż działają na zlecenie Żydów „zastraszonych żywiołowym rozwojem ONR” i przelewają bratnia krew.

30 maja, w dzień po starciach, Komisariat Rządu odpowiedzialny za bezpieczeństwo i inwigilacje środowisk politycznych oraz policja zwołały konferencję dotyczącą bezpieczeństwa w mieście. Zdecydowano o zwiększeniu liczby patroli, a także nasileniu represji wobec opozycji, zarówno lewicowej, jak i prawicowej. Prasa rządowa oraz propaganda sanacyjna nie wykorzystały jednak zajścia w celach politycznych. Informacje o nim w pro rządowej prasie były bardzo skromne ograniczając się zazwyczaj do przytoczenia krótkiej depeszy Polskiej Agencji Telegraficznej.

Ponieważ w centrum miasta zwiększono siły policji 30 i 31 maja do bójek dochodziło w dzielnicach peryferyjnych: Powązkowskiej, na Nowym Bródnie i Żoliborzu. W ich trakcie interweniująca policja zatrzymała około 20 socjalistów i bliżej niesprecyzowaną liczbę narodowców.

Po zajściach biuro ONR przy Wolskiej 44 zostało zamknięte przez władze. Faszyści nie wrócili już do robotniczej dzielnicy, bali się tam nawet pokazywać z ulotkami i gazetami.

„Walka biur” była tylko jednym z epizodów starć bojówek socjalistycznych i faszystowskich na ulicach Warszawy. W Czerwcu 1934 roku, między innymi w wyniku zajść przy Wolskiej, PPS powołał umundurowaną antyfaszystowską milicję – Akcję Socjalistyczną. Kolejne lata pokazały, że jej sformowanie było bardzo potrzebne.

Podziel się swoją opinią!

Pamiętaj o tym, by zachować się kulturalnie dyskutując z innymi czytelnikami.


0 Komentarzy

Bądź pierwszy! Zostaw swój komentarz pod tym artykułem.