Tories usiłuje przeforsować anty-strajkową ustawę

Strajkujący pracownicy / Copyright: © 2011 Nick Efford, CC BY-SA 3.0

Tekst autorstwa: Fryderyk G.

Wczoraj pod Westminster odbył się protest przeciwko wdrażanej w życie anty-strajkowej ustawie partii konserwatywnej, której treść w niespotykany od lat sposób ograniczać będzie prawo do strajku dla brytyjskich robotników.

Co obejmuje nowa ustawa partii konserwatywnej?

Likwidacja zabezpieczeń prawnych dla strajkujących pracowników

Według obecnego prawa pracownik angażujący się w działalność strajkową jest prawnie chroniony przed utratą swojej pracy, jednak nowa ustawa znosi ten przepis, dając możliwość zwolnienia strajkującego pracownika przez jego pracodawcę, za fakt wzięcia udziału w strajku. Uderza to w możliwość prowadzenia zorganizowanych strajków i ogranicza działalność związkowców do samego wysuwania żądań, czy też organizowania pikiet.

Ograniczenie prawnej ochrony związków zawodowych

Nowa ustawa przewiduje możliwość pozwania związków zawodowych przez firmy, które odnotowały straty podczas przeprowadzonego strajku; w przypadku wdrożenia owego przepisu w życie związki zawodowe będą narażone na ponoszenie olbrzymich kosztów rozpraw sądowych oraz utrudni to prowadzenie strajków, poprzez konieczność wpasowywania się w nowe niezwykle restrykcyjne kryteria legalności strajku.

Ustawa przełoży się na pogłębienie kryzysu płacowego

Płace realne są obecnie niższe niż w 2010 roku, przeciętny pracownik zarabia obecnie o 1600 funtów rocznie mniej, niż zarabiał około 10 lat temu, za to w przypadku pracowników sektora publicznego sytuacja przedstawia się jeszcze niekorzystniej, przykładowo pielęgniarki zarabiają obecnie o 5000 funtów rocznie mniej niż zarabiały w roku 2010. Powodem wciąż postępującej pauperyzacji pracowników jest: połączenie się wciąż rosnącej inflacji z anty-strajkową polityką rządu Wielkiej Brytanii, która to utrudnia przeprowadzanie strajków na każdej możliwej płaszczyźnie, w efekcie czego właściciele gigantycznych korporacji nie muszą obawiać się reakcji ze strony swoich pracowników, podczas prowadzenia działań uderzających w ich fundamentalne inserty.

Obecnie notowane spadki płac są niestety częścią dłuższego trendu, w którym to płace realne spadają od lat 80-tych, w wyniku ataków Margaret Thatcher na związki zawodowe. Rzeczywiście, spadek udziału płac w krajowym PKB znajduje odzwierciedlenie w spadku członkostwa w związkach zawodowych: gdy związki zawodowe są osłabione, płace pozostają na niskim poziomie, a nierówności rosną. Strajki i groźba bankructwa to najlepsza dźwignia, jaką pracownicy mają wobec swoich pracodawców, brak owej dźwigni skutkuje brakiem możliwości wywarcia wpływu na pracodawcę działającego niekiedy w całkowitym oderwaniu od interesu swoich pracowników.

Nowe przepisy wprowadzą chaos

W przypadku uchwalenia nowych przepisów, z pewnością podniesie się częstotliwość uciekania się do akcji protestacyjnych innych niż legalne strajki, takich jak masowa rezygnacja z nadgodzin, w której pracownicy dokładnie przestrzegają oficjalnych zasad i godzin pracy, jednocześnie zbiorowo rezygnują z pracy po godzinach lub innej pracy nieobjętej w umowie. W branżach takich jak kolej, która faktycznie działa w godzinach nadliczbowych, skutki byłyby wyniszczające; znaczna część połączeń byłaby notorycznie odwoływana, co przełożyłoby się na drastyczny spadek standardów już i tak wadliwej kolei. Sytuacja podobnie ma się w przypadku NHS i brytyjskich szkół, które byłyby narażone na niesprawne funkcjonowanie przez okres wielokrotnie dłuższy niż kilkudniowy oraz ówcześnie zaplanowany strajk. Ograniczenie legalnych możliwości prowadzenia strajku pociąga za sobą nasilenie się akcji jak „dzikie strajki” – forma nieoficjalnej akcji strajkowej, która to skutkuje zwiększeniem się antagonizmu pomiędzy stronami rokowań oraz uznaniem strajku za nielegalny, co przekłada się na utrudnienia w realizacji jego postulatów, a niekiedy ich całkowitym odrzuceniem.

Ustawa jest atakiem wymierzonym przeciwko demokracji

Na skutek osłabiania związków zawodowych, osłabia się zdolność pracowników do decydowania o własnym losie, to za sprawą związków zawodowych pracownicy mają swój głos oraz możliwość wywierania wpływu na swoich przełożonych — co za tym idzie związki zawodowe, są filarem istnienia demokracji w miejscu pracy. Demokracja nie ogranicza się jedynie do możliwości zagłosowania co kilka lat w wyborach, na układaną -wedle uznania ludzi finansujących kampanię wyborczą — listę; o demokratyczności ustroju stanowi przede wszystkim demokratyczność miejsca pracy, w którym to spędzamy większość naszego życia, i w którym to na co dzień funkcjonujemy, w przypadku zakładu pracy zarządzanego na wzór monarchii patrymonialnej o demokratyczności nie może być mowy. Dlatego też wszelkie ustawy likwidujące resztki demokracji w miejscu pracy są działaniem jawnie oddalającym społeczeństwo od wpływu na system, który ono tworzy.

Zaangażowanie RMT

Głównym uczestnikiem protestu ma być związek zawodowy „RMT”, który od ostatnich paru lat walczy o poprawę sytuacji pracowników brytyjskiej kolei, są oni jedną z najgorzej opłacanych grup zawodowych w Wielkiej Brytanii. Związkowcy z RMT -w sposób podobny do związkowców z niemieckiego EVG- domagają się podniesienia płac w wysokości adekwatnej do obecnej inflacji; ograniczenie prawa do strajku znacząco pogorszy ich sytuacje w zmaganiach z brytyjskimi gigantami kolejowymi, dlatego też związek jest żywo zaangażowany w protest przeciwko antyzwiązkowej ustawie, którą partia konserwatywna usiłuje obecnie przeforsować.

Istniejący problem się obecnie pogarsza

Brytyjscy pracownicy obecnie mają do czynienia z jednym z najbardziej restrykcyjnych praw dotyczących związków zawodowych w Europie, ze znacznie wyższymi barierami w podejmowaniu akcji strajkowych niż w innych krajach Europy: w rezultacie pracują większą ilość godzin w tygodniu i otrzymują niższe emerytury niż pracownicy z innych państw, należy wspomnieć również nieporównywalnie gorszą ochronę prawną, a niekiedy wręcz szykanowanie aktywnych związkowców.

Partia konserwatywna próbuje przedstawiać całą akcję protestacyjną jako efekt działania kilku natarczywych związkowców, którzy chcą wywołać niepotrzebny chaos w miejscu pracy. Fakty są takie, iż ​​żaden pracownik nie chce strajkować – to jest ostateczność, podejmowana kosztem finansowym. Desperacja, której wyrazem jest zdolność pracowników do działania, mimo jednego z najsurowszych praw pracy na świecie- odzwierciedla masowość niezadowolenia z panujących warunków pracy i podkopuje twierdzenie o małej grupce wszczynającej zbędny chaos.

Przewodnim powodem, przez który pracownicy są zmuszani do strajku, jest to, że w obliczu narastającego kryzysu związanego z kosztami utrzymania nie posiadają oni innego wyjścia. Żadne dokręcanie śrub na związkach zawodowych tego nie zmieni.

Podziel się swoją opinią!

Pamiętaj o tym, by zachować się kulturalnie dyskutując z innymi czytelnikami.


0 Komentarzy

Bądź pierwszy! Zostaw swój komentarz pod tym artykułem.