Upadek edukacji zawodowej

Publicystyka

Robotnik w fabryce / Domena publiczna

Tekst autorstwa: Fryderyk G.

W Polsce od ostatnich trzydziestu lat możemy zaobserwować drastyczny spadek kształcenia zawodowego oraz powolną likwidację segmentu oświaty przeznaczonego na kształcenie wykwalifikowanych pracowników. Podąża się za trendem kultu biznesu a szkoły, mające się za dające wykształcenie są takimi, po których absolwenci mogą liczyć na bezrobocie lub pracę w korporacji na śmieciowej umowie.

Największymi problemami stojącymi za obecną sytuacją szkolnictwa zawodowego są: niewystarczające liczby godzin praktyk zawodowych organizowanych przez placówki i duża rozbieżność modelu kształcenia względem faktycznych potrzebnych umiejętności.

Według badań przeprowadzonych w 2016 roku, aż 41% absolwentów szkół zawodowych, jak i również branżowych nie było w stanie znaleźć zatrudnienia w zawodzie, do jakiego miała przygotować ich nauka w szkole zawodowej. Liczba uczniów szkół z profilem zawodowym spadła ponad pięciokrotnie z 814,5 tysięcy w 1990 do 146,2 tysięcy w 2019 roku. W przypadku pracodawców sprawa ta wygląda jeszcze bardziej niepokojąco, według różnych statystyk z ostatnich 10 lat od 70%, do nawet 81% zatrudniających miało poważny problem ze znalezieniem kompetentnych pracowników na stanowiska ze wszystkich obecnych branż. Stan placówek jest również problemem, na podstawie badań prowadzonych w ostatnich latach można zaobserwować wysoki odsetek szkół niezapewniających odpowiednich warunków kształcenia zawodowego, mowa tu o liczbach sięgających nawet 40%.

Genezy tego zjawiska należy doszukiwać się we wczesnych latach 90. i programie reform społeczno-ustrojowych zwanych „Planem Balcerowicza”. Kwestią niewątpliwie wartą przytoczenia jest fakt, że sam Leszek Balcerowicz nie stał za planem nazwanym od jego nazwiska, głównym pomysłodawcą terapii szokowej był Jeffrey Sachs działający wraz z amerykańską finansjerą. Bezpośrednim efektem obok pauperyzacji polskiego społeczeństwa była wspomniana wcześniej degradacja systemu edukacji zawodowej, ograniczanie środków kierowanych na utrzymanie szkół zawodowych, likwidowanie przyzakładowych placówek, ograniczanie ofert edukacyjnych itd. Pejoratywny stereotyp krążący wokół szkół zawodowych, według którego są to szkoły dla „nieuków” i „patologii” został wykreowany również w tym okresie, kiedy zaczęto zaszczepiać w społeczeństwie pogardę względem pracy w przemyśle, przy jednoczesnym promowaniu pracy w gałęzi handlowo-usługowej.

Efekt tej narracji prowadzonej sukcesywnie od lat 90. jest widoczny. Tylko 30% polskiej młodzieży rozważa naukę w szkole zawodowej, gdzie w innych krajach Europy współczynnik ten wynosi miejscami nawet 70%. Instytucjami, które najbardziej czerpały i czerpią z zaistniałej sytuacji, są prywatne uczelnie wyższe oraz prywatne licea, nieoferujące swoim absolwentom praktycznego wykształcenia, tworzące biznes z masowej sprzedaży świadectw niepokrywających się z faktycznymi kompetencjami absolwentów. Drugim beneficjentem braku edukacji zawodowej są gigantyczne zagraniczne koncerny posiadające hegemonię na polskim rynku, dla których idealnym kandydatem na pracownika nie jest wykwalifikowany pracownik, a człowiek wykonujący proste manualne czynności, bądź też ograniczający swoją pracę do wprowadzania danych do komputera.

Pierwszą myślą przychodzącą do głowy w zaistniałej sytuacji jest odrestaurowanie systemu edukacji zawodowej, jednak jest to posunięcie błędne, gdyż aby kształcenie zawodowe było jakikolwiek sensowne, to musi istnieć przemysł oparty na produkcji rodzimej. W systemie charakteryzującym się pozyskiwaniem zdecydowanie większej części surowców czy technologii wyłącznie z importu oraz rynkiem zdominowanym przez korporacje niebędące zainteresowane kwalifikacjami zawodowymi nie ma na to nadziei. Tej należy upatrywać w głębszych reformach gospodarczych.

Podziel się swoją opinią!

Pamiętaj o tym, by zachować się kulturalnie dyskutując z innymi czytelnikami.


0 Komentarzy

Bądź pierwszy! Zostaw swój komentarz pod tym artykułem.