Zielone jak Chiny?

Members of the IBM Research Green Horizons Team / Flickr, autor: IBM Research, licencja: CC BY-ND 2.0 DEED

Tekst autorstwa: Piotr Starczewski

Gdy w 2008 roku Pekin organizował Igrzyska Olimpijskie, jednym z tematów poruszanych wówczas w mediach była skrajnie niska jakość powietrza. Obawiano się o zdrowie sportowców oraz kibiców przybyłych na zawody. Rząd Chin specjalnie nakazał w tym czasie zaprzestać pracy w okolicznych fabrykach i ograniczył możliwość poruszania się autem. Wszystko ma się rozumieć na pokaz, aby delikatne płuca turystów i sportowców nie były narażone na trujące cząsteczki w powietrzu. Po imprezie sytuacja wróciła do normy, a miliony pekińczyków z powrotem mogły odetchnąć dwutlenkiem siarki.

Taki mniej więcej obraz polityki ekologicznej Chin wszyscy mieliśmy w głowach przez wiele lat i wielu z nas ma do dziś. Po Internecie krążyły zdjęcia turystów robiących sobie fotki przed fototapetą z panoramą miasta, za którą rozciągała się właściwa panorama skryta całkowicie w smogu. Mogliśmy przeczytać nawet o chińskim artyście, który ze zbieranego z powietrza pyłu ulepił standardowej wielkości cegłę. Można by tak wymieniać bez końca, jednak trzeba wziąć pod uwagę pewien szczegół. Otóż okazuje się, że gdy nie patrzyliśmy w Chinach zadziała się mała zielona rewolucja.

Wielkie obietnice Xi Jinpinga

W roku 2016 Chiny oficjalnie przystąpiły do Porozumień Paryskich. Celem tychże jest zobowiązanie państw do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych do tego stopnia, aby temperatura wzrosła maksymalnie 2 lub 1,5 stopnia Celsjusza względem epoki przedindustrialnej. Aby tego dokonać, ludzkość musi uciąć emisje o co najmniej połowę. Jak do tej strategii ustosunkowały się Chiny odpowiadające za mniej-więcej 1/5 wszystkich emisji?

Państwo Środka wzięło sprawę bardzo poważnie. Zgodzono się na zatrzymanie wzrostu emisji co2 do 2030 roku, obniżenie intensywności emisji co2 (emisja co2 na jednostkę PKB), zwiększenie roli odnawialnych źródeł energii do 20% całkowitej produkcji i zwiększenie zasobności lasów o około 4,5 miliardów metrów sześciennych.

Z kolei w roku 2020 opublikowano wypowiedź prezydenta Xi, gdzie zapowiada strategię nawet bardziej radykalną. Obwieścił on, że nie tylko do roku 2030 przestaną wzrastać emisje co2, ale że też do roku 2060 Chiny osiągną, tzw. neutralność węglową, czyli nie będą emitować więcej co2, niż pobierają (np. poprzez roślinność). Według niektórych ekspertów (np. z artykułu na carbonbrief.org)(1) powinno im się to udać przed czasem.

Obietnice a rzeczywistość

Huczne zapowiedzi rządu Chin Ludowych napełniły wielu ludzi optymizmem, który to szybko ugasł, gdy wyszło na jaw, że Chiny otwierają kolejne kopalnie węgla i elektrownie zasilane tymże. To jak to w końcu jest? Czy zielony zwrot Pekinu to tylko zabieg PRowy? Spójrzmy na dane z kilku dziedzin, żeby nakreślić szerszy kontekst.

W tym momencie Chiny są największym producentem paneli słonecznych na świecie. Są ich też największym konsumentem. I choć w roku 2022 energia słoneczna zaspokajała jedynie 5% całkowitego zapotrzebowania na prąd, to w perspektywie poprzednich lat możemy zaobserwować bardzo silną tendencję wzrostową. Energia produkowana dzięki fotowoltaice wzrosła ponad pięciokrotnie między rokiem 2015 a 2020. Produkcja paneli słonecznych jest dziś również tańsza niż kiedykolwiek i wynosi mniej niż pół dolara za wyprodukowanej wat energii.(2)

Podobnie sprawy się mają z produkcją i konsumpcją wodoru, w tych sferach Chiny także są światowym liderem. Chińska agencja China’s Hydrogen Alliance przewiduje, że do 2030 wodór zaspokoi 5% zapotrzebowania na prąd, oraz 10% w roku 2050(3). Do wodoru wrócimy też w dalszej części tekstu, gdyż jest on składnikiem paliwa nowej generacji pojazdów.

Chiny również znajdują się na pierwszym miejscu na świecie pod względem zasadzonych drzew(4). Wysiłek Chińczyków włożony w reforestację nie jest jednak niczym nowym. Już w 2009 roku wyrósł w Chinach największy na świecie sztuczny las o powierzchni 500 000 km2(5). Działania rządu Chin Ludowych w tej kwestii polegają nie tylko na ustanowionych celach klimatycznych ale też na bardziej przyziemnych potrzebach. Przez wiele lat kraj miał problem z pustynnieniem poprzez rozszerzanie się pustyni Gobi o nawet kilka tysięcy km2 rocznie. Proces ten wzmacniał też coraz bardziej problematyczne burze piaskowe, które potrafiły wpływać negatywnie na rolnictwo nie tylko Chin, ale i sąsiednich krajów. Zahamować go miał tzw. Zielony Mur Chiński, czyli trwający od 1978 roku projekt zalesienia pustyni. I zahamował, w roku 2022 zieleń odebrała pustyni ponad 2000 km2. Udało się to dzięki ogromnym środkom finansowym zainwestowanym przez rząd oraz dzięki zaangażowaniu lokalnych społeczności, rolników, a także technologi.

Tak więc coś się faktycznie w Chinach dzieje a deklaracje o zielnych zmianach nie był tylko na pokaz. Istotnie można zaobserwować silną tendencję Państwa Środka do ochrony środowiska. A wspomniane kopalnie węgla? Prognozy pokazują, że może to być ostatnia górka w emisjach dwutlenku węgla, która po wspomnianym 2030 powinna spadać(6). Spekuluje się, że zwiększenie wydobycia węgla jest odpowiedzią na kryzys energetyczny spowodowany m.in. wojną na Ukrainie, Covidem i w ich wyniku załamaniem się łańcuchów dostaw. Emisje powinny też spadać z innych względów. Np. dotychczas produkcja przemysłowa w Chinach była mało efektywna pod kątem poboru energii, jeśli porównać ją do państw zachodnich. Rozwój technologii i ich zaaplikowanie w praktyce mogłoby wyeliminować tego typu problemy.

Pozostawiając temat emisji co2, przejdźmy do bardziej przyziemnego wymiaru zanieczyszczeń w Chinach. Jak ma się sytuacja z zanieczyszczeniami w Chińskich miastach i wsiach? Niezbyt dobrze. Pomiędzy Państwem Środka a krajami Europy czy Stanami Zjednoczonymi nadal jest pewna przepaść. Ale jest na pewno lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Pozytywna zmiana wynika z kilku rzeczy. Przede wszystkim odpowiedzialne są rządowe regulacje dotyczące, m.in. palenia węglem czy korzystaniem z aut spalinowych(7). Ta druga jest szczególnie ciekawa.

Kraj elektrykami jeżdżący

Nie smrodzą, nie hałasują i nie zużywają tradycyjnego paliwa. Tak przedstawiają się plusy elektrycznych aut, których Chiny są, a jakże, największym producentem i konsumentem na świecie. W 2021 wyprodukowano tam 3,34 miliony samochodów elektrycznych, z czego 0,6 miliona to hybrydy. W 2019 obliczono, że wyprodukowano też 500 tysięcy elektrycznych autobusów (98% światowej produkcji!). Do tego 247,5 tysięcy innych pojazdów elektrycznych w tym samym roku. Dodajmy na koniec astronomiczne ilości wszechobecnych w Chinach elektrycznych rowerów i skuterów, których konkretnej liczby nie udało mi się ustalić(8).

Głównym problemem ekologicznym elektrycznych pojazdów (poza zasobo- i energochłonna produkcją) jest kwestia zużywających się akumulatorów. Tych trzeba się nie tylko jakoś pozbywać, ale też zastępować nowymi. Na to Chińczycy też mają rozwiązania. Na przykład Instytut Jezior Słonych w Qinghai opracował metodę recyklingu pozwalająca na odzyskanie 92,24% litu z akumulatorów(9). Trwają też prace nad wspomnianym wcześniej wodorem, a konkretnie nad wodorowymi ogniwami paliwowymi. Te mogą się okazać zieloną alternatywą dla klasycznych paliw pojazdów, jak i litowych akumulatorów.

W dyskusji na temat elektryków zwraca się też uwagę na wspomniany wyżej kłopot, a mianowicie samo wyprodukowanie tych pojazdów. Ogólny konsensus jest taki, że lepiej jest jeździć swoim samochodem tak długo, jak się da i nie kupować fabrycznie nowego auta. Nieważne czy na paliwo, czy prąd. Ta sama zasada tyczy się zresztą większości urządzeń, dlatego sztuczne postarzanie produktów jest tak groźną praktyką – zarówno dla naszych portfeli, jak i dla planety. Tu można by podnieść głos, że dlaczego auta, a nie komunikacja zbiorowa? I były to dobry głos, niestety jednak władze Chin oraz koncerny motoryzacyjne mają inne zdanie w tym temacie. Nie zmienia to jednak faktu, że Chiny Ludowe i tak wybrały w tej kwestii bardziej zieloną drogę niż choćby USA. Poza tym zbiorkom na duże dystanse akurat wcale nie wygląda tak źle. W końcu Chiny są posiadaczem największej sieci szybkiej kolei na Ziemi.

Podsumowanie

Nie jest idealnie, ale na pewno nie jest tak źle, jak było. Chińczycy to coraz bogatszy naród, a co za tym idzie coraz bardziej wymagający. Nikt nie godzi się już na życie bez prądu, ciepłej wody i internetu. Do tej listy potrzeb wkracza też czyste powietrze, zieleń, zdrowa żywność. Rząd Chin jest także pod presją bardzo przyziemnego problemu. Po prostu Chiny mogą niezwykle ucierpieć na zmianach klimatycznych. Tak więc byłbym spokojny o ekologiczną politykę Chin.

Podziel się swoją opinią!

Pamiętaj o tym, by zachować się kulturalnie dyskutując z innymi czytelnikami.


0 Komentarzy

Bądź pierwszy! Zostaw swój komentarz pod tym artykułem.